Ubiegły miesiąc mogę śmiało nazwać kolejnym życiowym koszmarkiem. Cóż tak bywa, że częściej mam pod górkę, niż z górki. Lecz stara prawda głosi: 'Co nas nie zabije to nas wzmocni', więc głoszę Wam wieść, żem coraz twardsza i jak to moja dobra szkolna koleżanka powiada - trzeba mieć wy*ebane. Zatem mam głęboko w 4 literach to co mnie przygniotło i żyję sobie dalej. Podnoszę się żółwim tempem co prawda, ale zawsze.
Mam zamiar zaklinać rzeczywistość [ określenie zapożyczone z mejla, który napisała do mnie pewna Pani. Treść listu dała mi wiarę, że może być dobrze. DZIĘKUJĘ.].
Ubraniowo - ostatnimi czasy noszę się luzacko, nie rozstaję z tenisówkami i chyba zaopatrzę się w większą paletę kolorystyczną, bo ogromnie spodobały mi się papucie, wygodnie jak nie wiem co.
Choć nie powinnam myśleć o kupnie kolejnych płaskich butów, gdyż ponieważ w zamyśle mam czarne szpile! Wizja szpilek zrodziła się w mej przemęczonej negatywnymi myślami głowie już jakiś czas temu i nie daje spokoju. Ba, nawet przymierzałam takie jedne sandały na szpilce, fajoskie były, lecz niestety zbyt żylaste mam stopy, żeby na golasa, bez skarpet/rajstop pokazywać je światu. Cóż więc, poczekam do jesieni, kupię sobie pełne szpile i już. I czarne rurki. Najlepiej z zameczkami na dole nogawek. Oo. Tak mi się umyśliło i już.
Bo jak pewnie zdążyliście zauważyć, czarnych rurek u mnie brak. A jak brak, to trza odziewać się w to co własna szafa oferuje. A w niej zielone rurki, różowe rurki i inne spodnie rurkopodobne ( prócz czarnych oczywiście ). No to łażę se w zielonych rurach, zakupionych w ubiegłym roku, bo przeca szkoda nie nosić, skoro dobre są i jeszcze się w nie mieszczę.
Za to bluzkę mam nówkę sztukę. Majowy zakup.
Na pocieszenie.
A żeby było ciekawiej to t-shirt jest z działu męskiego. Rozmiar S. Pasuje jak ulał.
I wiecie co? To nie jest jedyna męska koszulka w mojej szafie. Nabyłam jeszcze dwie inne ( w różnych sklepach) i mam nadzieję, że na tym się nie skończy. Oferta dla mężczyzn -szczególnie jeśli chodzi o nadruki na bluzkach - jest dla mnie zdecydowanie bardziej interesująca, niż te kobiece malunki w postaci kwiatuszków, pieseczków czy innych kropeczek. ( choć do tych ostatnich pewno i tak wrócę ;) )
spodnie- stradi
torba- cropp
kurtka-new yorker
tenisy-h&m
t-shirt - carry, dział męski.
Sorry za jakość zdjęć, ale osoba, która pstrykala te foty miała syndrom skrzypka, no i niestety do publikacji nadaly się tylko te dwa zdjęcia i to w dodatku poruszone.
A na zakończenie dodam, że w maju przytłoczyły mnie nie tylko osobiste problemy. 20 maja odszedł z tego świata Ray Manzarek, członek i założyciel Doorsów. Wielka to strata, czuję ogromny smutek, bo gdy pierwszy raz świadomie usłyszałam The Doors ( miałam wtedy lat 4 lub 5) to zwróciłam uwagę nie na głos Jima, nie na gitarę Robby'ego czy bębny Johna, tylko właśnie na psychodeliczne dźwięki klawiszy Manzarka. To w nim i w jego grze byłam zakochana, fascynacja Morrisonem nastała dużo później. Zatem można rzec, ze to oficjalny koniec Doorsów. Na całe szczęście zostawili po sobie wielki ślad w postaci wspaniałych, niezapomnianych utworów, więc niech to nam, fanom w duszy gra przez całe życie i nigdy nie przestaje.

