Szum morskich wód marzył mi się od lat. Ba, ja o tym śniłam!
Musiało minąć wiele lat ( 5, 6 ?), żebym znów mogła poczuć cudowne morskie powietrze, wsłuchała się w monotonny kojący dźwięk zimnego Bałtyku... Nadarzyła się okazja - kurs do Koszalina, więc po chwili wahania ( nie przepadam za długimi podróżami ) zdecydowałam, że biorę udział w tej jednodniowej wyprawie. Miałam też oczywiście dwa mocne powody : pierwszy - w Koszalinie mieszka moja przyjaciółka, z którą do tej pory znałyśmy się tylko przez internet ( pozdrawiam Cię Izi bardzo serdecznie !! :* i dzięki za zajebistego pączka z nutellą i pyszną kawę ! :D), no a powód drugi - morze ! Zobaczyć Bałtyk, chociaż miałoby to trwać chwilę !
I trwało chwilę bo zaledwie 30 minut. Pół godziny szaleńczych biegów po mieleńskiej plaży, pół godziny radości niczym nie zmąconej. No dobra, zmąconej hasłem :'' musimy już wracać'' ;-). Gdyby nie to, że istnieje zapis cyfrowy z tej właściwie spontanicznej wyprawy nie uwierzyłabym, że tam byłam, że spotkałam osobę, z którą każdego dnia od kilku lat łączę się poprzez komunikator internetowy, i że w końcu, po tylu smętnych latach stanęłam na naszym polskim morskim piachu i śmiałam się, chichrałam do rozpuku, tak po prostu. Na 30 minut zapomniałam o wszystkich zmorach, które nieustannie wysysają ze mnie chęć życia.
Cóż, no ...
Dzielę się z Wami tym moim zacieszem, a przy okazji muzyką w wykonaniu Colina MacLeod'a, którego głos i teksty są jak miejsce w którym mieszka ( Hebrydy Zewnętrzne ), piękne i nostalgiczne.







