Kotlina Kłodzka to nie tylko dobre wspomnienia. Jest i trauma spowodowana wypadkiem samochodowym. Wspomnienie przykre, niechciane, usuwane w najdalszy zakątek świadomości. Prowodyr moich przyszłych lęków, a nawet fobii.
Lęk przestrzeni i wysokości. Nabyty w genach ( mama) , ale niewielki - w szkole podstawowej coroczne wyjazdy na kolonie w Tatry, gdzie bez większych oporów śmigałam po szczytach jak górska koza.
Minęło kilka lat - mój pierwszy ( i oszukańczy, ale o tym później )wyjazd w Sudety, nieznane dla mnie tereny.
1996 rok, 4 lipca. Pojechaliśmy autostopem w dwie pary. Wtedy podróżowanie 'na stopa' to była normalka, często się stało na wylotówkach miast, machało ręką i rach ciach łapało się życzliwego kierowcę. Teraz w życiu nie odważyłabym się na taki krok, ale czasy są już inne, strach kogoś zabrać, strach z kimś się zabrać. Ale nie żałuję, zjechałam prawie cały kraj tym sposobem, jest co wspominać .
Dotarliśmy do Idzikowa - wsi położonej niedaleko Bystrzycy Kł. Dni mijały przyjemnie, na leniuchowaniu pod namiotami, imprezowaniu przy ognisku, piciu tanich win, do szczęścia mało było potrzeba ;). Mieliśmy fajne towarzystwo -poznaliśmy kilka zakręconych osób stamtąd, co ostatecznie nie wyszło nam na dobre...
1996 rok, 7 lipca, niedzielny wieczór .
Marianówka, wioska obok Idzikowa. Tubylec wpada na pomysł, aby pójść na imprezę do ośrodka wypoczynkowego, niedaleko jego domu. Wiejska zabawa,a co ! Napijemy się, porządzimy !
Ok, wszyscy się zbierają, sporo nas, więc tubylec zarządza, że po co iść, lepiej pojechać ! Wsiadamy całą ekipą na pakę auta >>
Syreny Bosto R20 << no i jedziemy grandzić. Nie zapomnę słów tego gościa '' jeszcze tak nie jechaliście coo ?? No, uważajcie, żeby w workach foliowych do domu nie wrócić hehehehe''. Droga była kręta, przez las, pobocze - skarpą, a kierowca szalony i na humorze. Nie pamiętam, co się działo na tym wiejskim spędzie, myślę, że nic szczególnego, bo dość szybko zwinęliśmy się z powrotem do auta, by wrócić do Idzikowa. Ujechaliśmy kawałek w las, ciemności egipskie dokoła, tubylec nagle się zatrzymuje i krzyczy '' Mendy, mendy ! widziałem światła, wychodzić z auta ! '' Tutaj muszę napisać, że tubylec nie miał zarejestrowanej syrenki, więc spanikował na widok jakiś świateł, myśląc że to policja. Wszyscy wysiedli, cisza jak makiem zasiał, ok, błędny alarm. Każdy na relaksie, ja, przyjaciółka z przyjacielem siedliśmy sobie na brzegu paki samochodu, żartowaliśmy ... i nagle zlecieliśmy na dół.
Okazało się, że tubylec stanął nad brzegiem skarpy, która miała ok. 50 metrów spadu, a nikt z nas nie widział tego, bo siedzieliśmy tyłem.
3, może 5 , 7 sekund ? Tyle spadaliśmy. Nie wiem, nie pamiętam. Pamiętam za to, jakby to było wczoraj, że w ciągu tych kilku sekund całe moje 17letnie życie przewinęło się przed oczami. Klatka po klatce. Dosłownie. Tak jak to czasem na filmach pokazują. Pamiętam, pierwszą myśl '' ŻYJĘ ! '' i krzyk, głośny krzykopisk wydobywający się z mojego gardła, gdy samochód zatrzymał się na drzewie. To drzewo uratowało nam życie. Kawałek dalej płynęła rzeka, kto wie co by się stało, gdybyśmy do niej wpadli... Pamiętam, że zaczęłam szukać pozostałych, przyjaciela wyrzuciło z syrenki, tak jak i mnie, przyjaciółka niestety została najbardziej poszkodowana, ponieważ siedziała pomiędzy nami, w środku. My, gdy spadaliśmy uderzaliśmy głowami w blachę auta, w powietrze, w blachę, w powietrze, natomiast przyjaciółka uderzała ciągle głową w kratę od tylnego okna kabiny. Gdy do niej podeszliśmy była nieprzytomna. Reszta towarzystwa zbiegła na dół na ratunek, wtargali nas jakoś na górę, na drogę, ktoś krzyczał, że blisko jest klasztor/ zakon ??? ,że trzeba tam iść. Nie pamiętam czy doszliśmy. Mam dziurę. Następne co widzę, to szpital w Bystrzycy, łóżko na środku sali a na nim przyjaciółka. Lekarz, który coś wrzeszczy, badają mnie, staram się jak mogę pokazać, że nic mi nie jest, bo ... No właśnie, bo nie mogę zostać w tym szpitalu. Nie mogę. Bo gdy się moi rodzice dowiedzą, że leżę w szpitalu, W GÓRACH, to będę miała przerąbane. Dlaczego? Ano dlatego, że wyjazd był oszustwem. Nakłamałam, że jadę pod namiot, niedaleko miasta, z którego pochodzę ( Kujawy ), a znalazłam się na Dolnym Śląsku.
No cóż... Błędy młodości. Każdy jakieś ma.
Skończyło się tak, że oczywiście wszystko wyszło na jaw, mama przyjaciółki skontaktowała się z moimi rodzicami zanim wróciłam - dotarłam do domu 3 dni po wypadku, no i dostałam niezłą burę, w całości zasłużenie. Kłamstwo ma krótkie nogi i prawie zawsze wychodzi prędzej czy później na jaw.
Przyjaciółka spędziła całe wakacje w tamtejszych szpitalach, przeszła bardzo dużo, nie będę pisać o tym, mając na względzie jej prywatność. Najważniejsze, że Ona żyje, my żyjemy, odczuwamy fizycznie do tej pory skutki wypadku, no ale generalnie jest w porządku.
Ten
pierwszy mój wyjazd w Sudety był jak widzicie pechowy, ale najważniejsze - poznałam wspaniałych ludzi z Bystrzycy Kłodzkiej ( ich wtedy nie było z nami w dniu wypadku) co zaowocowało piękną długoletnią przyjaźnią.
Wracając do traumy, bo to ona ma tu wielkie znaczenie - po kilku latach od wypadku zaczęłam panicznie bać się jazd samochodem, później doszedł autobus, pociąg, wszystko co ma koła. Napady paniki były bardzo silne, tak silne, że przestałam wsiadać do czegokolwiek. Na szczęście już jest dobrze, zdarza mi się czuć czasem jakiś niepokój, ale jestem w stanie to kontrolować. Napisałam w poprzednim poście, że ostatni raz w Kotlinie Kłodzkiej byłam 13 lat temu. Dwa lata po tych feralnych wakacjach, w
1998 roku pojechałam tam znów. Tym razem na spokojnie, bez kłamstw. Spędziłam cudowne chwile, niezapomniane.
Rok później, w
1999 roku odwiedziłam Sudety znów. ( W tych latach zdobyłam m.in.
Śnieżnik,
Szczeliniec, błądziłam po
Błędnych Skałach, zachwycałam się urokliwie kiczowatym
Ogrodem Bajek, zostawiłam swój wpis w księdze pamiątkowej w Sanktuarium Marii Śnieżnej na
Górze Iglicznej. )
No i to był mój ostatni wyjazd, do teraz.
Muszę jeszcze napisać, że lęki przestrzeni i wysokości po tych 13 latach nasiliły się ogromnie, więc tym razem nie próbowałam zmierzyć się z żadnymi większymi trasami, bezpiecznie oswajałam się z tym co mnie blokuje.
Będę oswajać się dalej. Za rok, dwa, ile wlezie. Do oporu. Aż pewnego pięknego dnia, będę w stanie spojrzeć bez lęku w przestrzeń i powiedzieć sobie, że wszystko jest możliwe. :-)
Międzygórze
Wodospad Wilczki
BONUS ;-) : 1999 rok Ogród Bajek
1998 rok gdzieś na trasie ;-)