Kilka miesięcy temu przeglądając zasoby pewnego sklepu internetowego z UK wpadła mi w oko cudowna suknia-tuba. Długość midi. Przyglądałam się tej sukni z rozmarzeniem, niestety kiedy wreszcie dysponowałam większym sianem, okazało się, że rozmiaru 8 już brak i więcej nie będzie. I smuteczek. Bo choć to tylko szmatka, to bardzo chciałam ją mieć, gdyż wiele wiele lat temu miałam podobne cudo i oczywiście się pozbyłam, czego nie mogę do tej pory odżałować (tak samo jak i kurtki dżinsowej, na którą obecnie mam zapotrzebowanie. i budeswehry. i skórzanej wyświechtanej katany. i powyciąganych swetrzysk, flanelowych roboczych koszul w kratę. i mnóstwa innych rzeczy).
Porzuciłam marzenia o tubie skoro w magazynie brak, skupiając się na bardziej przyziemnych potrzebach, typu: długie podkoszulki, które skutecznie zakryją cztery litery; czapki i inne zimowe barchany. Błąkając się pewnego dnia po haemie i kopiąc w tych mocno poupychanych na wieszakach rzeczach zauważyłam wystający kawałek fajnie pofarbowanego czegoś. Wyszarpałam wręcz siłą ze sterty ubrań to coś, pobiegłam do przymierzalni i już wiedziałam, że nie ma zmiłuj! musi być MOJA ;-) Spódnica tuba. Ołówkowa. Jak zwał tak zwał, ale ważne, że idealnie wpasowana w moje obecne klimaty. I do szpilek git wygląda, i do martensów pasuje.
Tak oto, Drodzy Czytelnicy poznaliście historię kolejnej mojej szmacianej zdobyczy. Zapraszam do oglądania pstryków, z których wyjątkowo jestem zadowolona (bo generalnie to ja nie cierpię pozować). I nie, moje włosy nie są aż tak rude (pochmurny balans bieli trochę ocieplił kolory). Ba, nawet nie mają być, bo powoli odcinam się od rudości. Ale nie wiem na ile mi cierpliwości starczy w tych zamierzeniach. Pewnie skończy się jak zwykle: ''na rudo poproszę!''
ramoneska, podkoszulek, spódnica- h&m
szpilki - deichmann
branSoletka - cropp
pierścionek zmieniający kolor pod wpływem temperatury ;) - od siostry. kupiony (chyba) w indyjskim, w Bydzi.
ni mniej ni więcej, tylko:

















