Pokazywanie postów oznaczonych etykietą high heels. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą high heels. Pokaż wszystkie posty

2013/09/20

Perfect pencil skirt


Kilka miesięcy temu przeglądając zasoby pewnego sklepu internetowego z UK wpadła mi w oko cudowna suknia-tuba. Długość midi. Przyglądałam się tej sukni z rozmarzeniem, niestety kiedy wreszcie dysponowałam większym sianem, okazało się, że rozmiaru 8 już brak i więcej nie będzie. I smuteczek. Bo choć to tylko szmatka, to bardzo chciałam ją mieć, gdyż wiele wiele lat temu miałam podobne cudo i oczywiście się pozbyłam, czego nie mogę do tej pory odżałować (tak samo jak i kurtki dżinsowej, na którą obecnie mam zapotrzebowanie. i budeswehry. i skórzanej wyświechtanej katany. i powyciąganych swetrzysk, flanelowych roboczych koszul w kratę. i mnóstwa innych rzeczy). 
Porzuciłam marzenia o tubie skoro w magazynie brak, skupiając się na bardziej przyziemnych potrzebach, typu: długie podkoszulki, które skutecznie zakryją cztery litery; czapki i inne zimowe barchany.  Błąkając się pewnego dnia  po haemie i kopiąc w tych mocno poupychanych na wieszakach rzeczach zauważyłam wystający kawałek fajnie pofarbowanego czegoś. Wyszarpałam wręcz siłą ze sterty ubrań to coś, pobiegłam do przymierzalni i już wiedziałam, że nie ma zmiłuj! musi być MOJA  ;-) Spódnica tuba. Ołówkowa. Jak zwał tak zwał, ale ważne, że idealnie wpasowana w moje obecne klimaty. I do szpilek git wygląda, i do martensów pasuje. 

Tak oto, Drodzy Czytelnicy poznaliście historię kolejnej mojej szmacianej zdobyczy. Zapraszam do oglądania pstryków, z których wyjątkowo jestem zadowolona (bo generalnie to ja nie cierpię pozować). I nie, moje włosy nie są aż tak rude (pochmurny balans bieli trochę ocieplił kolory). Ba, nawet nie mają być, bo powoli odcinam się od rudości. Ale nie wiem na ile mi cierpliwości starczy w tych zamierzeniach. Pewnie skończy się jak zwykle: ''na rudo poproszę!''


ramoneska, podkoszulek, spódnica- h&m
szpilki - deichmann
branSoletka - cropp
pierścionek zmieniający kolor pod wpływem temperatury ;) - od siostry. kupiony (chyba) w indyjskim, w Bydzi.






ni mniej ni więcej, tylko:


2013/08/27

Historia pewnej sukienki


Czy Wy też tak macie, że do pewnych ubrań/fasonów musicie dojrzeć ?
 Tak było właśnie w przypadku  sukienki, którą odziedziczyłam po mojej mamie. 35 (wow, kieca ma tyle lat co ja ) lat temu mama zaprojektowała sobie ten fason, kupiła materiał, poszła do krawcowej i tak oto powstało to cudo przez lata zapomniane, schowane na dnie szafy. 
Zeszłego lata miałam okazję pobyć dłużej w domu rodzinnym i przy tej okazji robiłyśmy z mamą generalne porządki. Zabrałam kilka maminych ubrań na pamiątkę, m.in tę sukienkę, lecz nie od razu zapałałam do niej miłością, nie nie! Po pierwszej przymiarce stwierdziłam, że to zupełnie nie mój styl.  Bo przecież ja wtedy gustowałam w słodkich mini sukienusiach, więc gdzie mi do takiej kierei? Zapakowałam wszystko szczelnie w wór i schowałam głęboko do szafy. I zapomniałam na rok.
 Kilkanaście dni temu robiąc porządki w mej malutkiej (acz pakownej) szafce na ciuchy zauważyłam sporej wielkości pakunek. No i zaczęło się. Wydobywanie, przymierzanie i... znów nie do końca przekonanie, czy wyglądam dobrze. Ale ale! Tym razem nie czułam się w tej sukni niezręcznie.  Zdziwiło mnie bardzo to, że kieca leżała jak ulał! Spieszę poinformować, że od ubiegłego roku nic się nie zmieniło w budowie mojego ciała, te same kilogramy (no plus minus 3 ;) ) , ta sama skolioza, taki sam obwód bioder. Więc co jest do jasnej anielki, że wyglądam inaczej, że z lustra patrzy na mnie całkiem do rzeczy babiszon ? Ano chyba dość już słodkości w ubiorze. Nażarłam się i starczy. Dziękuję. Oczywiście nie na zawsze, wiadomiks. Nadal, gdy widzę okrągłe kołnierzyki przy sukienkach to serce mi drży. I pewnie nie raz jeszcze wskoczę w takie szmatki.  Nie da się tak jednego dnia zmienić wszystkiego.
Wracając do sukni, chciałam jak najszybciej ustroić się w nią i paradować po ulicach. Jednakże brakowało mi butów, bo jedyne szpile jakie mam to się akurat nie nadawały- nie ten kształt, nie ten kolor. No i zaczęły się poszukiwania czerwonych szpil.  Kilka dni temu pojechałam do Auchana po trampki i... wyszłam z Deichmanna ( sklep mieści się w tym samym budynku,gwoli wyjaśnienia ) z czerwonymi pięknymi szpileczkami. I czarnymi szpileczkami. A co, jak szał to na całego.

 koniec historii. czas na foty. tadam.



suknia - po mamie ( to już chyba vintage, co nie? znaczy suknia, nie mama ;) )
czerwone szpilki- deichmann
kopertówka ( pod kolor podeszwy oczywiście )- allegro




A w głośnikach dziś dudnią chłopaki ze Szkocji:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...