Dzień dobry, Cześć i Czołem!
( Dobry wieczór, znaczy się. )
Zaczynam drugi rok blogowania. ( post nr 1 -8 stycznia 2012 ). Ha! Aż sama się sobie dziwię, jak to możliwe, że przetrwałam tak długo w tym dziwnym blogowym światku szafiarskim/lajfstajlowym. Całe szczęście moja popularność nie zmalała (ach, dziękuję Wam, zacni Obserwatorzy!!) i nie wzrosła (och! dziękuję Wielcy hejterzy, żeście nie nabijali statystyk mego bloga, jakże dobre Wasze serce! Jadowitych komentarzy, które niejednego słabego psychicznie blogera doprowadziły do skrajnego wykończenia nerwowego, mi oszczędziliście!).
Zaczynam drugi rok blogowania. ( post nr 1 -8 stycznia 2012 ). Ha! Aż sama się sobie dziwię, jak to możliwe, że przetrwałam tak długo w tym dziwnym blogowym światku szafiarskim/lajfstajlowym. Całe szczęście moja popularność nie zmalała (ach, dziękuję Wam, zacni Obserwatorzy!!) i nie wzrosła (och! dziękuję Wielcy hejterzy, żeście nie nabijali statystyk mego bloga, jakże dobre Wasze serce! Jadowitych komentarzy, które niejednego słabego psychicznie blogera doprowadziły do skrajnego wykończenia nerwowego, mi oszczędziliście!).
W ciągu minionego roku niewiele się zmieniło w moim życiu, nie przeszłam duchowej metamorfozy, nie nauczyłam się węgierskiego ( tak sobie od lat marzę skromnie, że fajnie by było świergolić po węgiersku, lecz wiedza kosztuje, a i lektorów niewielu buja się po ziemniaczanym mieście. No i cóż dużo gadać, rzecz najważniejsza: poliglota ze mnie marny. mimo tych wszystkich przeciwności - marzyć nie przestaję i kiedyś dopnę swego, choćby nie wiem co), nie udałam się w podróż na Hebrydy Zewnętrzne, nie rzuciłam nałogowego palenia.(zaciąg- wydmuch właśnie poczyniam). Nadal pochłaniam ogromne ilości czekolady, rzadko pijam alkohol i często gadam sama do siebie.
Jednakże...!!! 2012 był rokiem miłym, mimo wszystko. Klawiatura często nie nadążała za moimi myślami - wystukałam miliony słów pisząc listy do osób, które poznałam w trakcie blogowej przygody, skutkiem czego są piękne głębokie przyjaźnie, co wyraźnie wprowadza mnie w stan zadowolenia, bo już prawie byłam przekonana, że taka przyjaźń to coś niemożliwego (trauma, trauma ! ).
Zawsze z wielką przyjemnością czytałam i czytam komentarze od Wszystkich Zaglądaczy, którzy wpadają z większą lub mniejszą częstotliwością na tej mój kawałek przestrzeni. Dzięki za tyle pozytywnych opinii, dobrych, pocieszających słów(tych po prywacie również i w szczególności ) i za to, że jesteście tu ze mną i... ten tego, chyba mnie lubicie :D.
Przy okazji ogromnie DZIĘKUJĘ tym osobom, które odpędzały moje czarne myśli o zamknięciu blogaska. Nie wiem jak długo tu jeszcze posiedzę, bo ta cholerna moja szafka na ciuchy piszczy: że bida, że ubranka się kończą, że ona tak długo nie pociągnie i co ja kuźwa od niej wiecznie chcę!!!, no ale póki co, dzielnie walczę z cholerą i mam nadzieję, że nie dam jej wygrać.
Przy okazji ogromnie DZIĘKUJĘ tym osobom, które odpędzały moje czarne myśli o zamknięciu blogaska. Nie wiem jak długo tu jeszcze posiedzę, bo ta cholerna moja szafka na ciuchy piszczy: że bida, że ubranka się kończą, że ona tak długo nie pociągnie i co ja kuźwa od niej wiecznie chcę!!!, no ale póki co, dzielnie walczę z cholerą i mam nadzieję, że nie dam jej wygrać.
Na zakończenie zapraszam na moje dwa nowe twory blogowe, które powstały jakiś czas temu.
Niektórzy z Was już wiedzą o mojej fascynacji Google Street View. Zaczęło się od podglądania mapy z satelity, w 2009 roku bodajże. Bardzo chciałam zobaczyć dom Frusciante ( no co, jestem wścibskim fanem :P ). Gdy już zaspokoiłam swe pragnienie, powędrowałam na inne lądy. Zainteresował mnie pomarańczowy ludek ( PEGMAN ) na szczycie drabinki służącej do powiększania/zmniejszania widoku mapy. Szarpnęłam więc przyciskiem myszy tego stwora i o rany ! on lata! Co więcej ! Można go posadzić w każdym miejscu na mapie ( no prawie każdym) i oto oczom mym ukazał się wirtualny świat! jezusienazareński toż to wyczes jak nie wiem! :D
Od tamtego czasu prowadzę wirtualne podróże, obserwuję zarejestrowane przez kamerę google street view sytuacje i print screenuję. Zebrałam w ciągu tych kilku lat całkiem niezłą kolekcję, niestety większość zniknęła w czeluściach dysków, laptop kilkakrotnie dostał czkawki czego skutkiem było odświeżanie systemu a co za tym idzie utrata danych. W ubiegłym roku wróciłam na dobre do podróży cyberprzestrzennych i doszłam do wniosku, że jest to warte pokazania. Tak więc jeśli kto ciekawy tego, co 9 oczu street view wyszpiegowało, a ja wykadrowałam tak, by sytuacje pozornie nieciekawe i niezauważalne stały się interesujące ;)- zapraszam i miłego oglądania! ( i jeśli ktoś ma ochotę przekazać dalej - proszę bardzo, będzie mi przyjemnie! )
1. http://nineeyes-inmyeyes.blogspot.com/
I jeszcze kilka zdjęć ( bo toć to blog o szmatkach głównie) z sobotniego spaceru.
płaszcz (3letni i tak wiem, o rozmiar za duży, no co zrobić, schudło mi się ) h&m
szal - reserved
rękawiczki - top secret
buty- new look
torba- camaieu
okulary- c&a
rajstopy ( nie pamiętam)
sukienka- new look - prezent gwiazdkowy od siostry i jej męża, oł jeee!



