Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boots. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boots. Pokaż wszystkie posty

2013/12/03

Męski. Czarny. Bez pretensji.



Czy Wy też tak macie, że jak się przyczepicie do jednej rzeczy to maltretujecie ją do znudzenia(i znoszenia)?
U mnie to nagminne.
Czarny męski płaszcz  jest teraz numerem jeden w mojej szafie. Pozostałe trzy płaszczo-starce wiszą smętnie na wieszakach, zdradzone i zapomniane. Zakurzone doktory zerkają na mnie z podłogi z wielką pretensją i co dnia upraszają się o wyjście. Taa, jasne. Nie ma lekko Doktorze Martens. Z (takim!)obcasem nie wygrasz.
Czapeczek, szaliczków i rękawiczek jak pewnie zauważyłyście jest u mnie dostatek. Jednak najlepiej się czuję w tym co dziś prezentuję i wcale mi nie przeszkadza, że ciągle wyglądam tak samo.
 Do znu-dze-nia.
Ten pasiak, który widzicie na fotach złowiłam w lumpeksie, gdzie wybrałyśmy się z Vivian podczas mojego pobytu u niej. A łapawice przypadkiem ujrzałam w c&a.   milusie.   moherkowe.    mrrr.
I tym mruczandem zakończę dzisiejszy wywód.
Trzymajcie się ciepło, bo zima idzie ( blizna na głowie mnie swędzi  a to znak, że mrozy będą. i suszy mnie jak diabli, a wcale nie mam kaca). Życzę słońca i czego tam sobie chcecie!
 Do następnego!


  czapka, bluza z koronką -h&m; spodnie- top secret; rękawiczki- c&a; płaszcz- zara; buty- new look; szal- sh; okulary- podarek od Vivian

Za pstryki dziękuję Vivian 




Dziś muzyki brak, za to wrzucam filmik, dzięki któremu od kilku dni rżę jak radosny koń.
Znacie ten film, lubicie?


2013/11/21

Satysfakcja.



Większość ludzi nie lubi późnej jesieni, narzekają na listopad. A bo paskud ponury i mglisty, a bo depresja się nasila, dni krótkie i nic się nie dzieje ( ja też narzekam oczywiście z racji wrodzonego malkontenctwa ).
Zatem co zrobić, żeby nie popaść w depresyjny obłęd? Ano można spakować walizę i wyjechać na kilka dni. Na przykład do rodziny. albo do znajomego. lub do przyjaciela. Co kto lubi.
Ja właśnie tak zrobiłam. Skorzystałam z zaproszenia Vivian  i na początku listopada spięłam się w sobie  i ruszyłam w kraj. Pociągiem. Niejedna z Was rzeknie- pfff  masz się czym chwalić.. No właśnie, że mam, bo jestem człowiekiem z fobią. Podróżniczą. Przemieszczanie się różnymi środkami transportu, bez zabezpieczenia w postaci mojego M. czy innej bliskiej osoby do której mam zaufanie jest dla mnie wyzwaniem porównywalnym do wspinaczki na Mount Everest i często stłamszona przez lęki poddaję się przed startem. Jednakże mam w sobie jeszcze odrobinę tego spontanicznego dziecka, które chce się bawić, jest ciekawe świata i kocha podróżować. Ocknął się również opiekuńczy rodzic, którego głos zazwyczaj zagłuszany jest przez krytyka. lub jak kto woli - kata. 
I tak to-z pomocą tych dwóch stanów ego i pewnych asekuracyjnych działań podczas podróży-udało mi się przejechać 700 kaemów ( w dwie strony). A na miejscu to już luz, szał i śmichy chichy. i przyjemne spotkania (o których będzie jeszcze mowa) .  i obżarstwo. I full zdjęć, których pierwszą część z przyjemnością  prezentuję. 


 Odzienie: 
Ja: płaszcz-zara, koszula-reserved, buty-new look, spodnie-od pani la mome , torebka-new look (prezent urodzinowy od Vivian )
Vivian: płaszcz-camaieu, buty-m&s, bluzka- mango, spódnica- second hand, torebka-new look





utwór baardzo lubię, więc polecam, nie tylko ze względu na tekst.




2013/07/02

I've got a new complaint*




Jeszcze jakiś czas temu motyw czachy był mi  kompletnie obcy.  Czaszkowy łeb kojarzył mi się z fioletowym trunkiem- Panią Krzyżanowską, z filmem Ghost Rider i ..z dziećmi Emo.  Wszystkie te skojarzenia napawały mnie wstrętem (sorry emo bachory), zatem trupich czach unikałam jak ognia. Ale... tylko krowa zdania nie zmienia ( a i to nie do końca prawda) ,więc gdy pewnego kwietniowego dnia ujrzałam na wieszaku tę wyszczerzoną, kościstą, wyluzowaną mordę- od razu wiedziałam, że będzie moja.
I myślę sobie, że stanowimy z Czachą  niezły tandem, choć ona ( jak widać ) ma wiecznego lajta, a ja od kilku dni zgryzotę nie lada.
 Zgryzam zęby. Z bólu zgryzam. Walczę z UPIOREM, który jeść, pić, spać nie pozwala. Najpierw bolało chwilowo, potem ból się rozochocił i dawaj po całości na każdym zębie się mścić. W jednym czasie!  A dziś się skumulował i wbił  w dolną jedynkę. i siedzi. Skurwiel. 
Zawsze coś mnie boli. Jak nie głowa, to żołądek.
 Nie wspomnę o jazdach nerwicowych, wszelkie somatyczne dolegliwości przyczepiają się do mnie każdego dnia.Teraz też, pikawa zachrzania jakby brała udział w maratonie. wdech-wydech. wdech-wydech. 132 na minutę. Koszmar.

[ I've got a new complaint! ]


 Tych, którzy rozpędzą się i rzucą dobrymi radami typu: 'to na co Ty czekasz, leć do dentysty!' informuję, że to nie jest takie hop siup. Mój dentysta ma wolny termin dopiero pod koniec lipca, a innym zębologom nie ufam. Ale ale. Wczoraj wyprosiłam telefonicznie o przyspieszenie wizyty,  no i liczę na to, że jutro skończy się ma udręka. 
W środę trzymajcie za mnie kciuki dobre ludziska, co by okazało się, że to nic poważnego, bo szczerze mówiąc, mam złe przeczucia. 

 Na tym zakończę  poranne żale, idę zapodać sobie kolejną porcję uśmierzaczy bólu, bo zębowy potwór (i inne też) już wyciąga swoje macki i atakuje.

 Spokojnego i bezbolesnego tygodnia Wszystkim życzę.




t-shirt - carry ( dział męski)
dżinsy- c&a
buty- new look
płaszcz- stradi
torba -topshop
bransoletki- kaufland


 ps1. pstryki niedzielne. generalnie zgryzoty nie widać, ale wierzcie mi, w środku się gotowało.

EDIT: ps2. W ubiegłym tygodniu odwiedziłam mojego ulubionego fryzjera. Odświeżył mi  kolor (bo już odrost zbyt mocno straszył srebrnymi pasmami), no i podciął mi deczko te liche piórka. Bo ostatnio jestem zafascynowana  Tą Panią , i jej fryzurami, więc zainspirowałam się. ;) Pani nazywa się Vika Gazinskaya, jest piękna, utalentowana i jestem zachwycona jej projektami.
btw, fascynacja Viką zrodziła się dzięki Pani La Mome, która pewnego dnia podesłała mi jej zdjęcie  i porównała moją poprzednią fryzurę  właśnie do fryzury Viki.  Dzięki Magda za inspirację! :)






                                         
                                         
                                                                    *

2013/04/18

maroon corduroy pants


Wygrzebałam się z chwilowego letargu. Bo przytłoczylo mnie co nieco w tym wirtualnym ( i nie tylko) świecie. Wolałam zniknąć na chwilę, niż gryźć się w język, czy dusić  w niezdrowych klimatach. Przeczekać. Zająć się własnym życiem. Uporządkować sprawy, które od dawna odkładałam na zaś.

 Wracam do blogowania,  choć ciągle zastanawiam się co ja tu kurwa robię. Jednakże jestem próżny babsztyl i lubię się chwalić. Na przykład odświeżoną fryzurą. Zapuszczałam pióra  przez 4 m-ce, ale mi się znudziło i nie dałam rady już by je modelować. Wisiały takie biedne smutne frędzle, to sobie zafundowałam fryz na Piasta Kołodzieja lub,  jak kto woli  Ziemowita  ( a właściwie- Siemowita- syna Piasta). Tylko krótkiej grzywki brak, ale mam przesyt,  gdyż w  zamierzchłych czasach ,gdy byłam młoda i piękna  nosiłam taką wyciachaną na pół czoła. Wtedy nie inspirowałam się jednak Piastem Kołodziejem, a Jagą Hupało.  

Pochwalić się też chcę  bordowymi sztruksami, które od jakiegoś czasu namiętnie eksploatuję i aż stracha mam, żeby mi się od tego ciągłego używania nie wytarły. Bo takie spodnie to skarb!! Długo marzyłam o sztruksach w tym kolorze, jednakże albo w sklepach nie było, albo jak już się pojawiły to nie było mnie stać. Aż tu nagle niespodzianka - sztruksiaki bordowe przyfrunęły od  Pani La Mome  ! DZIĘKUJĘ Wróbelku,  uszczęśliwiłaś mnie tym podarunkiem jak nie wiem co!!

A tak w ogóle to... wiosna, ludzie! soczyste pomidory, chrupiące rzodkiewki, pachnące szczypiorki! tak! zdecydowanie tego zastrzyku witamin mi brakowało przez całą długą zimę, więc teraz nadrabiam straty i żrę na umór. 

Miłego słonecznego popołudnia życzę, niech pomidory będą z Wami!




W głośnikach dudni dziś to:






2013/03/27

Beautiful Winter we have this Spring

W styczniu miałam jej szczerze dość.
W lutym przeszłam załamanie nerwowe z jej powodu.
Na początku marca zaczęłam się do niej uśmiechać, a ona właśnie ucieka! 
Nie życzę sobie! 
Zimo nie odchodź!!!

Tak tak wiem, mamy już astronomiczną wiosnę, więc o co mi w ogóle chodzi...
Ano o to, że wreszcie jest tak jak powinno być: dużo śniegu, dużo SŁOŃCA, dużo energii.
 Niestety moja malkontencka natura już mnie straszy, że za chwilę zrobi się ciepło, zbyt ciepło, trzeba będzie przywdziać  letnie odzienie; trzeba będzie ruszyć na łowy po sklepach, by nadrobić braki w letniej garderobie. Nie znoszę upalnego powietrza i nie sprawia mi przyjemności buszowanie pośród sklepowych wieszaków, więc czarno to widzę.


pstryki niedzielne. 

sweter - F&F
spódniczka - stradivarius
kurtka - new yorker 
okulary - c&a
buty - dr martens




2013/03/19

I try to be nice


Pozytywne myślenie w moim przypadku nie działa.  Poradniki na temat pozytywnego myślenia nie spełniają swojej roli, więc ich nie czytam, ignoruję. Nie mogłam jednak zignorować opinii WstrząśniętejNieZmieszanej Izzz, która to kilka dni temu opublikowała WPIS (dzięki wielkie!!!) na temat pewnej POWIEŚCI.  Powieści zekranizowanej. Film Poradnik Pozytywnego Myślenia  nie wywołał we mnie specjalnego poruszenia (oglądałam lepsze) , więc nie rozumiem skąd tyle nominacji do Oskara, ale mogę się nie znać przecież… Natomiast książka o tym tytule – przyjemniaczek. Na tyle atrakcyjny przyjemniaczek, by w kilka godzin pochłonąć 373 strony.Rodzaj narracji - pamiętnikarska (prosty potoczny język ), a taką lubię najbardziej.

 Jeśli nie rozumiesz świrów, nie miałeś z nimi nic wspólnego – tok myślenia i zachowania głównego bohatera (dwubiegunowca) Pata mogą wydać Ci się infantylne i irytujące. Jeśli wychowałeś się w szczęśliwej, pełnej serdeczności rodzinie – nie zrozumiesz pozornie wszystko ignorującego, zamkniętego w sobie ojca Pata. Jeśli nigdy nie zwariowałeś z miłości, to tak naprawdę nigdy prawdziwie się nie zakochałeś. To ostatnie zdanie z przymrużeniem oka oczywiście. Miłość przewija się przez całą historię i wcale nie jest piękna i idealna. Jest popaprana i trudna, ale w tym chyba tkwi cały smaczek tej powieści.

Pat Peoples stara się być miłym facetem.

Ja staram się być miłą kobietą.
Nie zawsze jednak mi to wychodzi.  Ale nie żałuję, bo słodycze są dobre, lecz w nadmiarze szkodzą.










































































kurtka - h&m
beret  - orsay
spodnie -zara
buty - dr martens
rękawiczki - top secret
okulary - new look 
szal, sweter - reserved ( jakość rzeczy z tego sklepu pozostawia wiele do życzenia. swetry się mechacą po kilku założeniach, nadruki spierają, szale obłażą pozostawiając po sobie ślad na kurtkach, płaszczach i wszystkim innym łącznie z moją jamą ustną - co objawia się   EFEKTEM KŁACZKA   )

muzycznie nadają dziś punkrockmeni z Niemiec.


2013/03/16

One day baby, we'll be old*

'One day baby, we'll be old
Oh baby, we'll be old' ...

Starzeć się ubraniowo nie mam zamiaru, choć nie powiem, czasem zazdroszczę kobietom (z mojego rocznika), które wyglądają na te swoje 35 lat. Wszyscy traktują je serio i darzą szacunkiem i zwracają się do nich 'psze Pani', a do mnie co najwyżej 'dziewczynko' . (Oczywiście przesadzam z tą dziewczynką, gęba na zdjęciach też prawdy nie mówi, bo jak wszystkim  wiadomo, z fotoszopem jestem za pan brat). 
Od czasu do czasu więc wbijam się w moje naj najnajpoważniejsze szmatki, wyginam gnaty przed lustrem, przyglądam i .... eeeee tam- macham ręką- w cholerę z takim obrazkiem. To nie ja, to jakaś sztucznie wykreowana postać. Zatem korzystam dalej z dobrodziejstwa genów ( i fotoszopa) i tego co mi w duszy gra, zanim stanę się Piernikową Dzidzią - co może nastąpi za lat dziesięć, ale do tego czasu kto wie... może zmieni się punkt mojego widzenia no i ludzie zaczną mi pszepaniować.


( zima napiżdża ostro, co widać na załączonych obrazkach, ale jakoś przestało mi to przeszkadzać, przyzwyczaiłam się i wcale nie mam ochoty na nadejście wiosny, lata i  całą tę goliznę  ).



* Do posłuchania Asaf Avidan - uwielbiam skrzeczące wokale, więc ten Pan zadowala moje ucho w 100%











2013/01/07

Welcome to 2013!

Dzień dobry, Cześć i Czołem!
( Dobry wieczór, znaczy się. )

Zaczynam drugi rok blogowania. ( post nr 1 -8 stycznia 2012 ). Ha! Aż sama się sobie dziwię, jak to możliwe, że przetrwałam tak długo w tym dziwnym blogowym światku szafiarskim/lajfstajlowym. Całe szczęście moja popularność nie zmalała (ach, dziękuję Wam, zacni Obserwatorzy!!) i nie wzrosła (och! dziękuję Wielcy hejterzy, żeście nie nabijali statystyk mego bloga, jakże dobre Wasze serce! Jadowitych komentarzy, które niejednego słabego psychicznie blogera doprowadziły do skrajnego wykończenia nerwowego, mi oszczędziliście!).

W ciągu minionego roku niewiele się zmieniło w moim życiu, nie przeszłam duchowej metamorfozy, nie nauczyłam się węgierskiego ( tak sobie od lat marzę skromnie, że fajnie by było świergolić po węgiersku, lecz wiedza kosztuje, a  i lektorów niewielu buja się po ziemniaczanym mieście. No i cóż dużo gadać, rzecz najważniejsza: poliglota ze mnie marny. mimo tych wszystkich przeciwności - marzyć nie przestaję i kiedyś dopnę swego, choćby nie wiem co), nie udałam się w podróż na Hebrydy Zewnętrzne, nie rzuciłam nałogowego palenia.(zaciąg- wydmuch właśnie poczyniam). Nadal pochłaniam ogromne ilości czekolady, rzadko pijam alkohol i często gadam sama do siebie.
 Jednakże...!!! 2012 był rokiem miłym, mimo wszystko. Klawiatura często nie nadążała za moimi myślami - wystukałam miliony słów pisząc listy do osób, które poznałam w trakcie blogowej przygody, skutkiem czego są piękne głębokie przyjaźnie, co wyraźnie wprowadza mnie w stan zadowolenia, bo już prawie byłam przekonana, że taka przyjaźń to coś niemożliwego (trauma, trauma ! ).

Zawsze z wielką przyjemnością czytałam i czytam komentarze od Wszystkich Zaglądaczy, którzy wpadają z większą lub mniejszą częstotliwością na tej mój kawałek przestrzeni. Dzięki za tyle pozytywnych opinii, dobrych, pocieszających słów(tych po prywacie również i w szczególności ) i za to, że jesteście tu ze mną i... ten tego, chyba mnie lubicie :D.

Przy okazji ogromnie DZIĘKUJĘ  tym osobom, które odpędzały moje czarne myśli o zamknięciu blogaska. Nie wiem jak długo tu jeszcze posiedzę, bo ta cholerna moja szafka na ciuchy piszczy: że bida, że ubranka się kończą, że ona tak długo  nie pociągnie i co ja kuźwa od niej wiecznie chcę!!!, no ale póki co, dzielnie walczę z cholerą i mam nadzieję, że nie dam jej wygrać. 

Na zakończenie zapraszam na moje dwa nowe twory blogowe, które powstały jakiś czas temu.

Niektórzy z Was już wiedzą o mojej fascynacji Google Street View. Zaczęło się od podglądania mapy z satelity, w 2009 roku bodajże. Bardzo chciałam zobaczyć dom Frusciante ( no co, jestem wścibskim fanem :P ). Gdy już zaspokoiłam swe pragnienie, powędrowałam na inne lądy. Zainteresował mnie pomarańczowy ludek ( PEGMAN ) na szczycie drabinki służącej do powiększania/zmniejszania widoku mapy. Szarpnęłam więc przyciskiem myszy tego stwora i o rany ! on lata! Co więcej ! Można go posadzić w każdym miejscu na mapie ( no prawie każdym) i oto oczom mym ukazał się wirtualny świat! jezusienazareński toż to wyczes jak nie wiem! :D
Od tamtego czasu prowadzę wirtualne podróże, obserwuję zarejestrowane przez kamerę google street view sytuacje i print screenuję. Zebrałam w ciągu tych kilku lat całkiem niezłą kolekcję, niestety większość zniknęła w czeluściach dysków, laptop kilkakrotnie dostał czkawki czego skutkiem było odświeżanie systemu a co za tym idzie utrata danych. W ubiegłym roku wróciłam na dobre do podróży cyberprzestrzennych i doszłam do wniosku, że jest to warte pokazania. Tak więc jeśli kto ciekawy tego, co 9 oczu street view wyszpiegowało, a ja wykadrowałam tak, by sytuacje pozornie nieciekawe i niezauważalne stały się interesujące ;)- zapraszam i miłego oglądania! ( i jeśli ktoś ma ochotę przekazać dalej - proszę bardzo, będzie mi przyjemnie! )


1.  http://nineeyes-inmyeyes.blogspot.com/


2. http://nineeyes-dogsinmyeyes.blogspot.com/ 

 

I jeszcze kilka zdjęć ( bo toć to blog o szmatkach głównie) z sobotniego spaceru.

płaszcz (3letni i tak wiem, o rozmiar za duży, no co zrobić, schudło mi się ) h&m
szal - reserved
rękawiczki - top secret
buty- new look
torba- camaieu
okulary- c&a
rajstopy ( nie pamiętam)
sukienka- new look - prezent gwiazdkowy od siostry i jej męża, oł jeee!













Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...