Pokazywanie postów oznaczonych etykietą coats. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą coats. Pokaż wszystkie posty

2015/01/13

Bywało różnie.

Heloł wszystkim w nowym roku!
Właśnie mnie olśniło, że zaczynam 4 rok blogowania. Zleciało niemożliwie szybko.
Bywało różnie (co zresztą widać po częstotliwości dodawanych wpisów), ale mimo wszystko cieszę się, że utworzyłam Going Inside. W ciągu tych trzech lat zmieniał się blog, zmieniałam i ja, zmieniali się też ludzie. Zawarłam wiele ciekawych znajomości, które przetrwały do dziś. O, pardon, jedna się roz*ebała (tak, dokładnie). Cóż, życie weryfikuje kto z kim dlaczego i po co. Dla mnie-jest w porzo, a nawet lepiej.

Miniony weekend pogodowo do przyjemnych nie należał. Wiało, lało, nawet prądu zbrakło. Jak znam siebie, to pewnie smęciłabym przez te dni ogromnie, psiocząc na pogodę ile wlezie. Na szczęście odwiedziła mnie Vivian i swoim towarzystwem umiliła ten czas, namawiając na kilka sesji. Zdjęciowych sesji ma się rozumieć. bo czasem jeszcze sięgam po lustro. I pstrykam. choć coraz rzadziej. i właściwie szkoda. bo lata lecą, a cała dwuletnia wiedza idzie w las.
za dużo blokad. w głowie.

Anyway, to był udany weekend. 





koszula- c&a
spodnie ( prawda, że zajebiste? a jaki skład! 70 procent wełny! nie byle jakie, jak mawiał mój Dziadzia. Bo made in france ) - bydgoski lumpeks.
płaszcz-zara, rękawiczki-top secret, czapka-h&m




Do posłuchania- muza, która kojarzy mi się z przeszłością, szaleństwem, pierwszą miłością. i manzarkowymi klawiszami.
i ach, piękny Jonathan. kudłaty. ach.

2013/12/03

Męski. Czarny. Bez pretensji.



Czy Wy też tak macie, że jak się przyczepicie do jednej rzeczy to maltretujecie ją do znudzenia(i znoszenia)?
U mnie to nagminne.
Czarny męski płaszcz  jest teraz numerem jeden w mojej szafie. Pozostałe trzy płaszczo-starce wiszą smętnie na wieszakach, zdradzone i zapomniane. Zakurzone doktory zerkają na mnie z podłogi z wielką pretensją i co dnia upraszają się o wyjście. Taa, jasne. Nie ma lekko Doktorze Martens. Z (takim!)obcasem nie wygrasz.
Czapeczek, szaliczków i rękawiczek jak pewnie zauważyłyście jest u mnie dostatek. Jednak najlepiej się czuję w tym co dziś prezentuję i wcale mi nie przeszkadza, że ciągle wyglądam tak samo.
 Do znu-dze-nia.
Ten pasiak, który widzicie na fotach złowiłam w lumpeksie, gdzie wybrałyśmy się z Vivian podczas mojego pobytu u niej. A łapawice przypadkiem ujrzałam w c&a.   milusie.   moherkowe.    mrrr.
I tym mruczandem zakończę dzisiejszy wywód.
Trzymajcie się ciepło, bo zima idzie ( blizna na głowie mnie swędzi  a to znak, że mrozy będą. i suszy mnie jak diabli, a wcale nie mam kaca). Życzę słońca i czego tam sobie chcecie!
 Do następnego!


  czapka, bluza z koronką -h&m; spodnie- top secret; rękawiczki- c&a; płaszcz- zara; buty- new look; szal- sh; okulary- podarek od Vivian

Za pstryki dziękuję Vivian 




Dziś muzyki brak, za to wrzucam filmik, dzięki któremu od kilku dni rżę jak radosny koń.
Znacie ten film, lubicie?


2013/11/21

Satysfakcja.



Większość ludzi nie lubi późnej jesieni, narzekają na listopad. A bo paskud ponury i mglisty, a bo depresja się nasila, dni krótkie i nic się nie dzieje ( ja też narzekam oczywiście z racji wrodzonego malkontenctwa ).
Zatem co zrobić, żeby nie popaść w depresyjny obłęd? Ano można spakować walizę i wyjechać na kilka dni. Na przykład do rodziny. albo do znajomego. lub do przyjaciela. Co kto lubi.
Ja właśnie tak zrobiłam. Skorzystałam z zaproszenia Vivian  i na początku listopada spięłam się w sobie  i ruszyłam w kraj. Pociągiem. Niejedna z Was rzeknie- pfff  masz się czym chwalić.. No właśnie, że mam, bo jestem człowiekiem z fobią. Podróżniczą. Przemieszczanie się różnymi środkami transportu, bez zabezpieczenia w postaci mojego M. czy innej bliskiej osoby do której mam zaufanie jest dla mnie wyzwaniem porównywalnym do wspinaczki na Mount Everest i często stłamszona przez lęki poddaję się przed startem. Jednakże mam w sobie jeszcze odrobinę tego spontanicznego dziecka, które chce się bawić, jest ciekawe świata i kocha podróżować. Ocknął się również opiekuńczy rodzic, którego głos zazwyczaj zagłuszany jest przez krytyka. lub jak kto woli - kata. 
I tak to-z pomocą tych dwóch stanów ego i pewnych asekuracyjnych działań podczas podróży-udało mi się przejechać 700 kaemów ( w dwie strony). A na miejscu to już luz, szał i śmichy chichy. i przyjemne spotkania (o których będzie jeszcze mowa) .  i obżarstwo. I full zdjęć, których pierwszą część z przyjemnością  prezentuję. 


 Odzienie: 
Ja: płaszcz-zara, koszula-reserved, buty-new look, spodnie-od pani la mome , torebka-new look (prezent urodzinowy od Vivian )
Vivian: płaszcz-camaieu, buty-m&s, bluzka- mango, spódnica- second hand, torebka-new look





utwór baardzo lubię, więc polecam, nie tylko ze względu na tekst.




2013/01/07

Welcome to 2013!

Dzień dobry, Cześć i Czołem!
( Dobry wieczór, znaczy się. )

Zaczynam drugi rok blogowania. ( post nr 1 -8 stycznia 2012 ). Ha! Aż sama się sobie dziwię, jak to możliwe, że przetrwałam tak długo w tym dziwnym blogowym światku szafiarskim/lajfstajlowym. Całe szczęście moja popularność nie zmalała (ach, dziękuję Wam, zacni Obserwatorzy!!) i nie wzrosła (och! dziękuję Wielcy hejterzy, żeście nie nabijali statystyk mego bloga, jakże dobre Wasze serce! Jadowitych komentarzy, które niejednego słabego psychicznie blogera doprowadziły do skrajnego wykończenia nerwowego, mi oszczędziliście!).

W ciągu minionego roku niewiele się zmieniło w moim życiu, nie przeszłam duchowej metamorfozy, nie nauczyłam się węgierskiego ( tak sobie od lat marzę skromnie, że fajnie by było świergolić po węgiersku, lecz wiedza kosztuje, a  i lektorów niewielu buja się po ziemniaczanym mieście. No i cóż dużo gadać, rzecz najważniejsza: poliglota ze mnie marny. mimo tych wszystkich przeciwności - marzyć nie przestaję i kiedyś dopnę swego, choćby nie wiem co), nie udałam się w podróż na Hebrydy Zewnętrzne, nie rzuciłam nałogowego palenia.(zaciąg- wydmuch właśnie poczyniam). Nadal pochłaniam ogromne ilości czekolady, rzadko pijam alkohol i często gadam sama do siebie.
 Jednakże...!!! 2012 był rokiem miłym, mimo wszystko. Klawiatura często nie nadążała za moimi myślami - wystukałam miliony słów pisząc listy do osób, które poznałam w trakcie blogowej przygody, skutkiem czego są piękne głębokie przyjaźnie, co wyraźnie wprowadza mnie w stan zadowolenia, bo już prawie byłam przekonana, że taka przyjaźń to coś niemożliwego (trauma, trauma ! ).

Zawsze z wielką przyjemnością czytałam i czytam komentarze od Wszystkich Zaglądaczy, którzy wpadają z większą lub mniejszą częstotliwością na tej mój kawałek przestrzeni. Dzięki za tyle pozytywnych opinii, dobrych, pocieszających słów(tych po prywacie również i w szczególności ) i za to, że jesteście tu ze mną i... ten tego, chyba mnie lubicie :D.

Przy okazji ogromnie DZIĘKUJĘ  tym osobom, które odpędzały moje czarne myśli o zamknięciu blogaska. Nie wiem jak długo tu jeszcze posiedzę, bo ta cholerna moja szafka na ciuchy piszczy: że bida, że ubranka się kończą, że ona tak długo  nie pociągnie i co ja kuźwa od niej wiecznie chcę!!!, no ale póki co, dzielnie walczę z cholerą i mam nadzieję, że nie dam jej wygrać. 

Na zakończenie zapraszam na moje dwa nowe twory blogowe, które powstały jakiś czas temu.

Niektórzy z Was już wiedzą o mojej fascynacji Google Street View. Zaczęło się od podglądania mapy z satelity, w 2009 roku bodajże. Bardzo chciałam zobaczyć dom Frusciante ( no co, jestem wścibskim fanem :P ). Gdy już zaspokoiłam swe pragnienie, powędrowałam na inne lądy. Zainteresował mnie pomarańczowy ludek ( PEGMAN ) na szczycie drabinki służącej do powiększania/zmniejszania widoku mapy. Szarpnęłam więc przyciskiem myszy tego stwora i o rany ! on lata! Co więcej ! Można go posadzić w każdym miejscu na mapie ( no prawie każdym) i oto oczom mym ukazał się wirtualny świat! jezusienazareński toż to wyczes jak nie wiem! :D
Od tamtego czasu prowadzę wirtualne podróże, obserwuję zarejestrowane przez kamerę google street view sytuacje i print screenuję. Zebrałam w ciągu tych kilku lat całkiem niezłą kolekcję, niestety większość zniknęła w czeluściach dysków, laptop kilkakrotnie dostał czkawki czego skutkiem było odświeżanie systemu a co za tym idzie utrata danych. W ubiegłym roku wróciłam na dobre do podróży cyberprzestrzennych i doszłam do wniosku, że jest to warte pokazania. Tak więc jeśli kto ciekawy tego, co 9 oczu street view wyszpiegowało, a ja wykadrowałam tak, by sytuacje pozornie nieciekawe i niezauważalne stały się interesujące ;)- zapraszam i miłego oglądania! ( i jeśli ktoś ma ochotę przekazać dalej - proszę bardzo, będzie mi przyjemnie! )


1.  http://nineeyes-inmyeyes.blogspot.com/


2. http://nineeyes-dogsinmyeyes.blogspot.com/ 

 

I jeszcze kilka zdjęć ( bo toć to blog o szmatkach głównie) z sobotniego spaceru.

płaszcz (3letni i tak wiem, o rozmiar za duży, no co zrobić, schudło mi się ) h&m
szal - reserved
rękawiczki - top secret
buty- new look
torba- camaieu
okulary- c&a
rajstopy ( nie pamiętam)
sukienka- new look - prezent gwiazdkowy od siostry i jej męża, oł jeee!













2012/12/19

Can't stop*


Luz.
Potrzebuję więcej luzu. Szczególnie psychicznego i ubraniowego, bo na towarzyski nie narzekam.

Na dzień dzisiejszy mam dość uroczych sweterków, słodkich okrągłych kołnierzyków i dziewczęcych sukieneczek. Podejrzewam, że to chwilowe, bo te wszystkie słodziaste rzeczy mają w sobie moc tak wielką, że nie potrafię się bez nich obyć, czuję się wtedy grzeczna, spokojna i do rany przyłóż.

Zawartość mej szafy jeszcze kilka dni temu była słodkopierdząca. Zachodziłam w głowę, jak to zmienić - fundusze ograniczone do minimum, więc szanse na sklepowe szaleństwo- żadne,  a ja nagle mam ochotę poczuć się jak luzak!!
 I dziw nad dziwy się stał. Przeglądałam kalendarz w poszukiwaniu lekarskiej wizytówki  i  wpadła mi w ręce karta upominkowa, którą dostałam w prezencie w ubiegłe święta. Ha !
Nie zastanawiając się wiele, pojechałam do ogromnego przybytku, w którym dłuższe przebywanie grozi bólem głowy i portfela. Jak się okazało, ważność karty dobiegała końca, więc w te pędy rozpoczęłam prześwietlanie sklepowych wieszaków. '' to jest za poważne, za świecące, za brzydkie, za słodkie... Czarne? bleee, niebieskie ? bleeee'' - mamrotałam do siebie. ''Ooo! to jest to !!!'' krzyknęłam prawie, na widok swetra w paski. Tak, tego mi potrzeba właśnie, długiego szerokiego swetrzyska. Capnęłam go z wieszaka, capnęłam też dwa inne swetry i udałam się do przymierzalni, odziałam w te rzeczy i ... 
Ach. W lustrze patrzyła na mnie Ruda z dawnych lat. Lat 90-tych.  Rzadko kiedy wpadam w zachwyt na swój widok, ale nie mogłam się oprzeć i wyszczerzyłam kły sama do siebie. Banan, no banan na całego.
...
Do szczęścia brakuje mi jeszcze płaszcza totalnie minimalistycznego w formie, no ale jak się nie ma co się lubi... Może w przyszłym roku. Może coś się zmieni, może będzie lepiej, zdrowie przestanie szwankować, forsa z nieba spadnie, albo rozdzwonią się telefony z ofertami pracy. Kto wie...

p.s. sweter ma tylko jedną 'drobną' wadę. bardzo trzeba uważać na wszystkie ostro zakończone rzeczy, by nie powyciągać włóczki, bo nawet po wciągnięciu jej do wewnątrz swetra efekty zahaczenia są widoczne. 



płaszcz - new yorker
rękawiczki - top secret ( prezent urodzinowy od przyjaciółki - miałam opcję wyboru ;-)) )
beret - orsay

dżinsy - c&a
buty - dr martens
sweter - reserved 




bonus ;-)






2012/12/09

Paradox

''I'm standing on a stage
Of fear and self doubt
It's a hollow play
But they'll clap anyway

My body is a cage'' ,
                                       śpiewa Peter Gabriel. Śpiewam i ja, wtórując Gabrielowi, kiwając ciężką od koszmarów, głową.
Zmowa zmór. 
Dziennych i sennych.W moich snach  robaki - szczypawice wgryzają się w moje ciało; uciekam przed zmarłymi, którzy powstali z martwych; przebywam w szpitalach gdzie informują mnie, że jestem chora. Na nowotwór. Sny są odzwierciedleniem naszych lęków.
Zmowa zmór.
Sen nigdy nie był moim sprzymierzeńcem. To wróg. Ale... przecież jest potrzebny. Paradoks.

Gram.
Bo jeszcze potrafię.
W grę, która nazywa się: 'zaciesz'.
Więc cieszę. Cieszę michę do obiektywu.
Chociaż coś.

(tak, było dziś zimno. kurewsko mocno szczypawicało w uszy i policzki. i tak, przeklinałam spacer. ale ZACIESZ był. ! )


płaszcz - new yorker
rękawiczki,spódnica - troll (prezent urodzinowy)
kardigan, koszula  - reserved
 






















2012/03/04

Dots

Dziś napiszę banalnie : kocham tą czerwoną bluzkę z okrągłym kołnierzem i uwielbiam moje kremowe rajstopy w kropki . Jak widzicie, niewiele mi potrzeba do szczęścia  :D
Wiosna nadchodzi, wreszcie !

English :

 A bit trivial post today. I love this red blouse with a Peter Pan collar! I also love these creamy polka dots tights. As you can see not much can make me happy :D
Spring is coming, finally!



















 red peter pan collar blouse - new look (second hand shop )
polka dots tights - marilyn; jumper- f & f; skirt - orsay; coat -new yorker;
gray suede strappy chelsea boots  - new look; satchel bag - topshop
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...