47 lat skończyłby dziś Kurt.
To już u mnie tradycja, że tego dnia poranek zaczyna się od Nirvany. Skrzynka grająca dudni, a ja składam w myślach życzenia: 'wszystkiego co najlepsze'.
ot, takie dziwactwo.
Przy okazji - odkopałam na dysku zdjęcia, które zrobiliśmy z M. na początku stycznia. Ech piękna pogoda wtedy była, dobre światło i w ogóle chwilowy zawrót głowy(czyt. pozytywny nastrój). To pewnie przez tą miejscówkę nad jeziorem. Przy całej mojej niechęci do tego miasta są tu miejsca, które nawet lubię.
Koszulę w kratę ukradłam mężowi (od dawna już miałam na nią chrapkę ) jak tylko okazało się, że M. już w nią się nie mieści.
Do posłuchania:














