Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friends. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą friends. Pokaż wszystkie posty

2015/01/28

Jeżyce i ich tajemnice.



Wszyscy mają parki, mam i ja. 
doczekałam się. wolałabym  Alaskę, wiecie, taką jak w latach 90 się nosiło. No ale w sklepach ni ma. a jak są, to straszą. ceną.
Cieszę się z tej kurtki tym bardziej, że to prezent. gwiazdkowy. i do tego wymarzony. od września oglądany i wielokroć przymierzany w sklepie. Chwała Gwiazdorowi! ((a raczej Gwiazdorom bo kilku ich było).

W tym odzieniu śmigałam jakiś czas temu po Jeżycach. Przewodnikiem byłam. Ale o tym za chwilę, najpierw prezentacja szmat,  wszak próżność trza zaspokoić.

parka - pull&bear; bluza - c&a

no. koniec pozowanych fot.
Teraz opowiem Wam kto mnie odwiedził i co dobrego spotkało ;-)

W ubiegłym tygodniu miałam przyjemność gościć w moich skromnych progach świetną i przemiłą Magdę. Magda uwielbia Jeżycjadę, więc zrodził się nam w głowach pomysł odwiedzenia tych wszystkich miejsc opisanych w książkach Musierowicz.
Zabrałam się do roboty i tak oto, dzień przed naszym spotkaniem powstał plan :)

Biegania było na cały dzień, a czas mocno ograniczony, ale udało się odwiedzić wszystkie miejsca. :)
Okazało się też, że z moją pamięcią nie jest jeszcze tak źle pomimo, iż książki Musierowicz czytałam dawno temu, no i nie jestem fanką, choć darzę je ogromnym sentymentem, szczególnie pierwsze tomy. A chyba najbardziej lubię ''Szóstą klepkę'' - uwielbiałam rodzinę Żaków i ich dom, marzyłam, by w takim zamieszkać. mieszkać w wieżyczce! :-D
No i Cesia, nieśmiałe dziewczę z niską samooceną.. Taaa, teraz wiadomo z kim się identyfikowałam czytając ''Szóstą klepkę'' po raz pierwszy, a było to lat temu 27. Potem na długi czas zapomniałam o M.M i jej książkach. Dopiero, gdy los rzucił mnie do Pyrlandii i znalazłam pracę w samym centrum Jeżyc olśniło mnie, że każdego dnia mijam dom z wieżyczką! i tak znów wróciłam do Jeżycjady, przeczytałam od deski do deski, no ale to już nie było to... Dobrze się czytało, ale.. no właśnie. Chociaż jestem pewna, że jeszcze sięgnę po jeżyckie opowieści, bo nabrałam smaka.

Jeśli ktoś ciekaw całej naszej podróży - zapraszam na blog Magdy, pięknie to w tym poście opisała i podparła zdjęciami.  Fani Jeżycjady - nie zawiedziecie się!




Niestety Brodacza pod pomnikiem Moniuszki nie spotkałyśmy!

Taak... to była fajna przygoda z dużą dawką dobrej energii! Cieszy mnie, że mogłam się na coś przydać ;)

Ogłoszenie drobne:
 nie wiem czy zauważyliście, że dwa dni temu w liście czytelniczej pojawił się mój post. Stary post. Z listopada 2013 roku. LOL. Może nie pamiętacie historii o walce z bloggerem, który za chiny nie chciał zaktualizować tamtego posta. Na blogu wpis był widoczny, a w liście czytelniczej nie. No i cóż, po ponad roku się zaktualizował. buahaha. Tylko, że ja już ani  ruda, ani  sukienkowo-beretowa.

Na zakończenie, zimowe (??) obrazki z ostatnich dni. póki wena jest, to pstrykam.




to w mej głowie dziś:

2015/01/13

Bywało różnie.

Heloł wszystkim w nowym roku!
Właśnie mnie olśniło, że zaczynam 4 rok blogowania. Zleciało niemożliwie szybko.
Bywało różnie (co zresztą widać po częstotliwości dodawanych wpisów), ale mimo wszystko cieszę się, że utworzyłam Going Inside. W ciągu tych trzech lat zmieniał się blog, zmieniałam i ja, zmieniali się też ludzie. Zawarłam wiele ciekawych znajomości, które przetrwały do dziś. O, pardon, jedna się roz*ebała (tak, dokładnie). Cóż, życie weryfikuje kto z kim dlaczego i po co. Dla mnie-jest w porzo, a nawet lepiej.

Miniony weekend pogodowo do przyjemnych nie należał. Wiało, lało, nawet prądu zbrakło. Jak znam siebie, to pewnie smęciłabym przez te dni ogromnie, psiocząc na pogodę ile wlezie. Na szczęście odwiedziła mnie Vivian i swoim towarzystwem umiliła ten czas, namawiając na kilka sesji. Zdjęciowych sesji ma się rozumieć. bo czasem jeszcze sięgam po lustro. I pstrykam. choć coraz rzadziej. i właściwie szkoda. bo lata lecą, a cała dwuletnia wiedza idzie w las.
za dużo blokad. w głowie.

Anyway, to był udany weekend. 





koszula- c&a
spodnie ( prawda, że zajebiste? a jaki skład! 70 procent wełny! nie byle jakie, jak mawiał mój Dziadzia. Bo made in france ) - bydgoski lumpeks.
płaszcz-zara, rękawiczki-top secret, czapka-h&m




Do posłuchania- muza, która kojarzy mi się z przeszłością, szaleństwem, pierwszą miłością. i manzarkowymi klawiszami.
i ach, piękny Jonathan. kudłaty. ach.

2014/03/03

Uśmiechnij się. Wrocław patrzy.


Wrocław, luty 2014.

Ciepło, wiosennie, kolorowo.
 Pyszne żarcie , na widok którego do teraz mi ślinka cieknie. (polecam!)
Dobry browar - jak na razie najlepsze czeskie piwo jakie piłam.  A wszystko to w towarzystwie ludzi, przy których jestem sobą i nie muszę się spinać, że gdy w trakcie rozmowy zarzucę moim ulubionym przecinkiem ( czyt. kurwa mać) to zabiją mnie wzrokiem i nie zechcą już się ze mną bawić. Taaa. Ciśnie mi  się na usta fejsbonkowe : LUBIĘ TO!
i jeszcze! lubię moje zakwasy, które miałam po tym zajebiście dobrym weekendzie.
i jeszcze jeszcze bardzo lubię kota Kazika, którego w końcu miałam przyjemność poznać. Niezwykły to kot i powiem Wam moi mili, że ja nawiedzona psiara zakochałam się w kociej naturze. Co nie oznacza oczywiście, że teraz mam fazę na koty, co to to nie. Nadal marzę o moim własnym border terierku, a że marzenia podobno trzymają człowieka przy życiu, no to się kurwa trzymam. Nie mam wyjścia. :-)

 E&M&K - dziękuję za gościnę i do zobaczenia wkrótce!!!:*






Kazik, któremu poświęcę osobny post. A co! należy mu się!


2014/02/03

Niebyt Bukowskiego.



Chciałoby się rzec- nowy rok, nowe postanowienia...

Nic z tych rzeczy. Życie wciąż mi przegrywa. jednakową melodię.
Spoko, przyzwyczaiłam się.
Bunt?  nie nie, to nie dla mnie. Zmęczona jestem, wolę niebyt Bukowskiego.  że łatwizna? zgadzam się.
 świadomy wybór.

Ciężko mi znaleźć motywację do stworzenia posta, do napisania o czymkolwiek. Im mocniej chcę, tym gorzej przychodzi to zrobić. Pewnie tkwiłabym w tej próżni nadal, gdyby nie kilka dobrych mejli i przyjemny komentarz od anonimowej Zielonookiej, która trafiła na mojego bloga przez piosenkę Fru. To miłe, dzięki.

Zdjęcia z końcówki grudnia. Odwiedziła mnie wtedy Vivian  i razem świętowałyśmy nadejście 2014.
A słowem przewodnim ostatniego dnia ubiegłego roku był : k w a s. Takie moje podsumowanie całego roku.

t-shirt - reserved (dział męski)
pingwinowe rękawiczki - prezent od Izy
czapa- h&m ( zgubiłam moją ukochaną czarną CZAPKĘ, w którą mogłam wtykać okulary, więc kupiłam tą w zastępstwie, ale to nie to samo..)


funkcjonowanie w niebycie umila mi pieczenie muffinek. Forma to gwiazdkowy prezent od M.
Kiedyś już pisałam, że wypieki ciast to dla mnie magia i niespecjalna przyjemność, ale muffiny to co innego!
Tak więc szukam przepisów, tworzę, żrę i dupa rośnie.
Te czekoladowe zostały stworzone w Sylwestra i szybko po nich ślad zaginął. pychota!

Pozdrawiam w nowym roku i życzę braku niebytu. wystarczy jeden. mój.


Do snu polecam niedawne muzyczne odkrycie: JAGWAR MA.
moja miłość do syntezatorów wciąż trwa. A wszystko tak naprawdę dzięki Fru :) Bóg.

2013/11/21

Satysfakcja.



Większość ludzi nie lubi późnej jesieni, narzekają na listopad. A bo paskud ponury i mglisty, a bo depresja się nasila, dni krótkie i nic się nie dzieje ( ja też narzekam oczywiście z racji wrodzonego malkontenctwa ).
Zatem co zrobić, żeby nie popaść w depresyjny obłęd? Ano można spakować walizę i wyjechać na kilka dni. Na przykład do rodziny. albo do znajomego. lub do przyjaciela. Co kto lubi.
Ja właśnie tak zrobiłam. Skorzystałam z zaproszenia Vivian  i na początku listopada spięłam się w sobie  i ruszyłam w kraj. Pociągiem. Niejedna z Was rzeknie- pfff  masz się czym chwalić.. No właśnie, że mam, bo jestem człowiekiem z fobią. Podróżniczą. Przemieszczanie się różnymi środkami transportu, bez zabezpieczenia w postaci mojego M. czy innej bliskiej osoby do której mam zaufanie jest dla mnie wyzwaniem porównywalnym do wspinaczki na Mount Everest i często stłamszona przez lęki poddaję się przed startem. Jednakże mam w sobie jeszcze odrobinę tego spontanicznego dziecka, które chce się bawić, jest ciekawe świata i kocha podróżować. Ocknął się również opiekuńczy rodzic, którego głos zazwyczaj zagłuszany jest przez krytyka. lub jak kto woli - kata. 
I tak to-z pomocą tych dwóch stanów ego i pewnych asekuracyjnych działań podczas podróży-udało mi się przejechać 700 kaemów ( w dwie strony). A na miejscu to już luz, szał i śmichy chichy. i przyjemne spotkania (o których będzie jeszcze mowa) .  i obżarstwo. I full zdjęć, których pierwszą część z przyjemnością  prezentuję. 


 Odzienie: 
Ja: płaszcz-zara, koszula-reserved, buty-new look, spodnie-od pani la mome , torebka-new look (prezent urodzinowy od Vivian )
Vivian: płaszcz-camaieu, buty-m&s, bluzka- mango, spódnica- second hand, torebka-new look





utwór baardzo lubię, więc polecam, nie tylko ze względu na tekst.




2013/07/26

Wrocław - part 2

okej,  druga część opowieści o Wrocławiu. foto-opowieści.

Wybaczcie, lecz dziś nie stać mnie nawet na mini tekst, gdyż:
-ledwo dycham przez ten afrykański lipcowy żar i mózg mi się rozlasował,
- boli mnie kolejny ząb ( SKS! ) i jestem wkurwiona.

Niemniej jednak życzę sobie i Wam Drodzy Zaglądacze przyjemnego weekendu, dobrej zabawy i udanych różnorakich imprez.

Do następnego!











się słucha, się słucha! :



pstryki: Ewa, ja ( i mój m.)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...